NIECH ŻYJE CHRYSTUS KRÓL            KRÓLUJ NAM CHRYSTE            PANIE JEZU BĄDŹ PANEM MOJEGO ŻYCIA

 
  • 5.jpg
  • 11.jpg
  • 10.jpg
  • 8.jpg
  • 3.jpg
  • 4.jpg
  • 13.jpg
  • 7.jpg
  • 9.jpg
  • 6.jpg
  • 12.jpg
  • 2.jpg
  • 1.jpg

Radio Maryja, 2011-07-29

Z księdzem Arcybiskupem Andrzejem Dzięgą - Metropolitą Szczecińsko - Kamieńskim podczas audycji "Aktualności dnia " rozmawiał o. Dariusz Drążek CSsR.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Gościem Audycji Aktualności Dnia jest ks. abp Andrzej Dzięga, przewodniczący Rady Prawnej Konferencji Episkopatu Polski, a także Metropolita Szczecińsko - Kamieński. Witam serdecznie Księże Arcybiskupie. Szczęść Boże!

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Bardzo serdecznie witam ojca redaktora. Szczęść Boże. Pozdrawiam wszystkich radiosłuchaczy. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Na wieki, wieków. Amen. Księże Arcybiskupie, chciałbym, byśmy tę rozmowę toczyli wokół wydarzenia i wokół tego co po pielgrzymce Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę zdarzyło się, bowiem różne organy Państwa ślą noty, przejmują opinie, jak np. Opinia Komisji Kultury i Środków Przekazu, jak np. pismo KRRiT do nas jako nadawcy. Jak ks. abp patrzy na ten przekaz medialny po pielgrzymce Rodziny Radia Maryja.

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Proszę Ojca tutaj mamy naprawdę kilka aspektów. I ja gdy lekko tak nasłuchuje i obserwuję całą tę historię (tak ją nazwijmy), i jej rozwój to jednocześnie widzę, że bardzo wiele osób, które komentują, bardzo trafnie pokazują pewne słabe punkty czy wręcz punkty manipulacji całej tej sytuacji. Natomiast ja chciałbym bardzo spokojnie, ale też aspektowo, spojrzeć przez chwilę na przepisy, które zabezpieczają chrześcijan, katolików w czasie ich modlitwy; czy to modlitwy prywatnej, czy to modlitwy wspólnotowej.

Ponieważ tak naprawdę cała sprawa dotyczy sytuacji w której ogromna rzesza wiernych Kościoła Katolickiego spotkała się na Liturgii i na innych wydarzeniach duszpasterskich.

Proszę zauważyć, że w Rzeczypospolitej Polskiej jest bardzo silny cały system ochrony praw ludzi wierzących i to dotyczy ludzi różnych wyznań, różnych Kościołów. Praktycznie każdy Kościół i każde wyznanie, które ma uregulowaną sytuację prawną na obszarze Rzeczypospolitej Polskiej ma taką ochronę gwarantowaną przez system prawa Polskiego. I tutaj źródłem podstawowym jest Konstytucja, a sama Konstytucja odsyła, albo do umów o randze międzynarodowej (a taką właśnie umową jest Konkordat, który reguluje relacje pomiędzy Kościołem Katolickim i Rzeczpospolitą Polską), czy też przez odrębną ustawę. Ta sytuacja danego Kościoła jest uregulowana- Kościoła, czy związku wyznaniowego.

Mocą tych właśnie regulacji Polski porządek prawny naszego Państwa gwarantuje również wolność zgromadzeń duszpasterskich; czy ściśle liturgicznych, czy też wszystkich innych spotkań o charakterze mającym realizację, bądź będącym realizacją tzw. statutowych spraw danego związku wyznaniowego. Przy czym, gdy mówimy to słowo "statutowych praw" to w rzeczywistości (w odniesieniu do Kościoła katolickiego, czy rzymsko- katolickiego w tym przypadku) mówimy o Kodeksie Prawa Kanonicznego w odniesieniu do innych Kościołów wschodnich też katolickich, mówimy o Kodeksie Kanonów Katolickich Kościołów Wschodnich. W każdym razie ta sytuacja jest bardzo precyzyjnie osadzona w polskim porządku prawnym, w całym systemie prawa. I w tej sytuacji Konkordat staje się razem z konstytucją, czy z odpowiednimi ustawami źródłem prawa.

Proszę zauważyć, że tutaj mieliśmy do czynienia tak naprawdę ze spotkaniem duszpasterskim. Elementem spotkania duszpasterskiego były na początku wystąpienia o charakterze muzycznym, nazywane były koncertami, a w rzeczywistości były to Oratoria - ponieważ Chóry wykonujące określone utwory prowadziły ludzkie myśli po drogach pewnej medytacji ewangelicznej nad człowiekiem, nad sprawami zbawienia, nad uświęceniem, nad Polską, nad rzeczywistościami ziemskimi, rzeczywistościami duchowymi ściśle.

Były to więc Oratoria, a nie jakieś koncerty. To były ściśle Oratoria, a to już jest wydarzenie duszpasterskie.

Była Liturgia, a to jest najściślej duchowa, wręcz otoczona pojęciem sacrum. Gdy używamy pojęcia sacrum to każdy się niejako zatrzymuje na progu sacrum, a do wnętrza wchodzi tylko ten, kto chce to sacrum współprzeżywać, współtworzyć, kto chce się w to sacrum zanurzyć, ale akceptuje fakt, że to jest sacrum.

Gdy dotykamy przestrzeni sacrum, to wszyscy poważniejemy, tam już niema jakiś prywatnych zachowań, bo w sacrum wchodzimy według pewnych norm, według pewnych przepisów.

Potem po Mszy św. , po ścisłej Liturgii, chciałem zauważyć (z tego co pamiętam), był jeszcze akt też duchowy- złożenia wotum. Bo rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej przywiozły tablicę smoleńską i składały ją na ręce ojców Paulinów, kustoszy Jasnej Góry jako wotum. A moment złożenia wotum jest też momentem duchowym, modlitewnym, obrzędowym- to jest akt duchowy.

I każdy kto w tym uczestniczy jest też uczestnikiem wydarzenia ściśle duchowego. Do tego należy nie tylko podanie intencji, czy formalny akt przekazania tego wotum, ale w tym przypadku elementem były też i świadectwa kilku osób rodzin, ofiar katastrofy smoleńskiej, które chciały, decydowały się, wydały taką zgodę, żeby pokazać pewną głębię, czy pewien ból, który oni przeżywają w porządku duchowym.

Jako ludzie wierzący stają przed Bogiem, stają przy Matce Bożej na świętym miejscu w Sanktuarium, aby ten swój ból przez Maryję Bogu zawierzać, jednocześnie żeby modlić się o pewien sprawiedliwy porządek w relacjach miedzy ludzkich, także w Rzeczypospolitej Polskiej.

Dlatego gdy mówimy o tym wydarzeniu, o tej pielgrzymce, bez wątpienia mówimy tutaj o porządku duchowym, duszpasterskim. W takich sytuacjach trzeba absolutnie potwierdzić, że to wydarzenie należy do kategorii wydarzeń tzw. chronionych. I to oznacza, że nie może każdy kto chce sobie prywatnie wchodzić w środek, czy wykonywać czynności postaw, przeprowadzać różnych rozmów, bo on sobie chce w tej chwili akurat tak uczynić.

Proszę zauważyć, że te wydarzenia są w różnych obszarach życia. Dla przykładu; konkurs skoków spadochronowych. Pan Adam Małysz jeszcze niedawno po skoku, gdy tylko wylądował (zresztą nie tylko on, inni skoczkowie też), ledwo przez bramkę przeszedł, już był przed kamerą, już był mikrofon, już tam była rozmowa na temat "jak mu się leciało", "jak skok wyszedł" itd. W tych kategoriach porządków organizacji tego konkursu, to jest dopuszczalne.

Ale proszę sobie wyobrazić, że np. na meczu piłkarskim; dziennikarz, który skądinąd ma akredytacje i wejdzie na stadion, jest na stadionie, więc jest dopuszczony do dokumentowania, transmitowania tego wydarzenia. Zobaczy, że np. na płycie stadionu, na murawie, któryś z zawodników wykonał piękny drybling i prowadzi piłkę dalej. Tak mu się ten drybling spodobał, że ten dziennikarz zechce natychmiast wyskoczyć na murawę, zatrzymać tego piłkarza i zapytać " proszę pana, gdzie pan się nauczył takiego pięknego dryblingu", albo "co pan teraz myśli o decyzji sędziego, który przed chwilą zagwizdał"? Czujemy natychmiast niestosowność, bo są wydarzenia, które są wydarzeniami prawnie chronionymi.- Do takich też należą wydarzenia duszpasterskie.

Proszę zauważyć, że tak naprawdę wydarzenia duszpasterskie nie są ściśle zamknięte przed okiem kamery, czy przed mikrofonem. Samo to, że powszechnie jest dzisiaj w świątyniach nagłośnienie, radiofonia wewnętrzna Kościoła, często nawet z głośnikami zewnętrznymi. To oznacza, że wręcz zależy na tym, żeby głos dotarł do wszystkich, którzy chcą w tym uczestniczyć, żeby maksymalna ilość osób mogła w tym uczestniczyć.

Powszechne jest też dzisiaj, że ważniejsze wydarzenia duszpasterskie są dokumentowane poprzez nagranie filmu, poprzez dokumentację filmową. Ale to zależy teraz od jakości wydarzenia. Jeżeli jest to wydarzenie na prośbę prywatną np. zawarcie małżeństwa, czy pogrzeb, to wtedy rodzina decyduje czy w ogóle chce takiej dokumentacji. A jeżeli tak- że ma tu być ktoś, kto będzie w porozumieniu z kapłanem, który sprawuje obrzędy, będzie mógł się przemieszczać po Kościele z kamerą na ramieniu- to wtedy się uzgadnia; kto, kiedy, w którym momencie, jakie zachowanie (bo też nie jest tak, że chodzi kiedy chce, jak chce). Absolutnie tu są przepisy odpowiednie.

Czy też, może być sytuacja, że ktoś będzie dopuszczony z kamerami, czy z kamerą. Będzie miał jednak wskazane miejsce w świątyni z którego będzie mógł mieć ujęcia w różne obszary, ale ma powiedziane "tylko tutaj i nigdzie więcej". A więc jest tzw. miejsce dla dokumentujących; dla reporterów, dla transmitujących to wydarzenie, dla komentujących- tzw. w świeckich środowiskach loża prasowa.

Proszę sobie przypomnieć zarówno wydarzenia dotyczące pogrzebu Ojca św. Jana Pawła II, jak też i uroczystości beatyfikacyjne. Wszystkie media były przesunięte aż na koniec ulicy della Conciliazione i stamtąd przy odpowiednim sprzęcie dokumentowały całe zdarzenie i nikt przeciwko temu nie protestował. To jest naturalne, bo taki jest porządek rzeczy. I każdy, kto kulturalnie i uczciwie chce po prostu służyć transmisją, czy komentarzem, podporządkowuje się tym przepisom, tym wymogom.

Z tego co wiem to na Jasnej Górze, na szczycie Jasnej Góry, na placu jasnogórskim, przy dużych wydarzeniach liturgicznych (a takich wydarzeń są dziesiątki w ciągu roku, tych pielgrzymek środowiskowych; zarówno mających setki tysięcy ludzi, jak też i dziesiątki tysięcy ludzi, to wtedy są liturgie na szczycie Jasnej Góry), jeśli jest to przez organizatorów przewidziane, to jest też miejsce wyznaczone na podwyższeniu dla kamer, dla mikrofonów, dla tych którzy dokumentują. Ten kto chce dokumentować wchodzi w to miejsce, zgłasza swoją obecność wcześniej, prosi o to miejsce, uzgadnia swoją obecność. To jest normalne, czyli tzw. akredytacja.

W sytuacji, którą tutaj mamy teraz, okazuje się, że na plac (z nikim nie uzgadniając) pomiędzy ludzi, którzy chcieli przeżywać duszpasterskie wydarzenie, na terenie czysto kościelnym, a więc chronionym również prawem prywatnym, weszli dziennikarze. Nie zgłaszali tego, a jednocześnie chcieli w czasie wydarzeń duszpasterskich; zagadywać ludzi, przysuwać mikrofon ludziom, którzy się modlą, przysuwać kamerę, dokonywać zbliżeń- takich rzeczy nie wolno! To jest uzurpacja.

W rzeczywistości ci, którzy weszli na plac w taki sposób i z takim zamiarem, trzeba uznać, że oni wtargnęli na to wydarzenie. Ja osobiście nie przypuszczam, żeby ci dziennikarze konkretni nie wiedzieli co robią. Można tylko stawiać pytanie, czy to była ich prywatna inicjatywa, czy też otrzymali takie polecenie?

Patrzymy w tych dniach na wielką aferę, która się rozwija w Wielkiej Brytanii. W związku z nadużyciami właśnie ze strony dziennikarzy, czy redaktorów, ze strony ludzi mediów, którzy potrafili w sposób ukryty wtargnąć, aby pozyskiwać informacje, często je wręcz wykradać, a potem upubliczniać. Jesteśmy świadkami wielkiej dyskusji, która w świecie narasta, że są granice, że muszą być pewne normy respektowane. A w tym przypadku zadziwiające jest nie tylko to, że osoby, które wtargnęły w rzeczywistości podały, jak się okazuje (są na to dokumenty) kłamliwą wersję samych faktów, jak też co poważniejsze, że włączają się w to instytucje państwowe.

Tak, jakby zależało instytucjom państwowym, szczególnie w tym ostatnim zdaniu, w którym jest ten apel (to jest też przedziwne, że z jednej strony opinia a tutaj apel do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, albo opinia albo jakiś apel. Ale to już jest kwestia inna wewnętrznej sprzeczności) zwracają się do ministerstwa o to, żeby ministerstwo zabezpieczyło możliwość swobodnego wykonywania przez dziennikarzy; ich roli, ich posługi i zadań w czasie wszystkich publicznych zgromadzeń.

Czy to oznacza, że ministerstwo ma pozwolić dziennikarzom, żeby w czasie meczu piłkarskiego wchodzili na murawę stadionu i piłkarzy zagadywali i robili wywiady w trakcie meczu?
Czy to oznacza, że będzie jakiś apel ministerstwa do wszystkich kościołów i wszystkich związków wyznaniowych po to by dziennikarze mieli swobodny, dowolny wstęp, do synagogi, do meczetu, do cerkwi?

Przecież takie myślenie jest totalnym nieporozumieniem. A jednak ta opinia, ten dokument próbuje wprowadzać taki język.

Ojcze redaktorze, jeszcze ostatnia kwestia.

Rok temu, właśnie w miesiącach letnich w kontekście wydarzeń na krakowskim przedmieściu w Warszawie była duża dyskusja; czy człowiekowi wierzącemu wolno się modlić w miejscu publicznym ogólnodostępnym, jeżeli nie narusza, nie przeszkadza nikomu w normalnym funkcjonowaniu?

Gdyby tam ludzie wyszli na ulicę i blokowali ruch samochodowy to oczywiście ulicę trzeba udrożnić, chyba że jest to uzgodnione z miastem, że jest zgłoszona obecność większej grupy ludzi i ta ulica jest, za zgodą władz miasta, wyłączona. Jeśli to jest gdzieś na górskim szlaku, jeśli to jest gdzieś na kajaku, jeśli to jest w miejscu innym, ogólnodostępnym, każdemu wolno stanąć i trwać w medytacji. Mogą to również zrobić dwie osoby i dziesięć osób, ponieważ nie narusza to porządku zewnętrznego. Ale już rok temu były te rzeczy kontestowane przez niektóre środowiska. A w tym roku, jakby krok dalej ktoś chciał pójść, kontestacja (a właściwie prawo do wejścia dla dziennikarzy, którzy nie chcą się modlić), żeby zabezpieczyć na terenach wewnętrznych kościelnych.
Teren Jasnej Góry, teren szczytu, to jest teren wewnętrzny, kościelny. Jest to zbyt duża uzurpacja. Natomiast, gdy się czyta całą tę uchwałę, opinię, odezwę -bo to różnie można interpretować- to proszę mi wierzyć, tam jest tyle, w moim przekonaniu świadomie wprowadzonych niedomówień, bądź przesunięć z zakresu poszczególnych pojęć, że trzeba by długiego wykładu i pewnej dłuższej szczegółowej analizy, żeby wykazywać pewne sprzeczności. Faktem jest jednak, że autorzy świadomie podkreślają, że mówią o wydarzeniach duszpasterskich używając słowa pielgrzymka i zwracając uwagę, że chodzi o miejsce na szczycie Jasnej Góry, o miejsce szczególne w duchowości Narodu. Ale te odniesienia do polityków współpracujących, te komentarze o konstytucyjnych prawach dziennikarzy czy redaktorów to są sprawy, które są na granicy manipulacji. Bardzo umiejętnie jest to zredagowane i tylko szczegółowa analiza tutaj by mogła pozwolić na uchwycenie i wykazanie właśnie tych manipulacji, ale to już wiele osób komentowało.

Proszę ojca, z mojej strony jest taki niepokój ogromny, czy nie mamy do czynienia z próbą pewnej ingerencji w wewnętrzne sprawy Kościoła Katolickiego? Ponieważ chodzi o spotkanie duszpasterskie, modlitewne a nawet ściśle liturgiczne. Ten niepokój sygnalizuję i z tym niepokojem o tym mówię. Są to rzeczy znane i autorzy tego dokumentu też to wszystko wiedzą, pomimo że wiedzą próbują w ten sposób jednak fakt medialny stwarzać. A ponieważ chodzi o Krajową Radę Radiofonii i Telewizji i ponieważ chodzi o komisję parlamentarną, to już nie jest tylko fakt medialny, to już jest zaangażowanie państwowych instytucji i nachylenie pewnych norm, przepisów prawnych i to jest dodatkowo niepokojące.

Tak bym to skomentował

o. Dariusz Drążek CSsR:

Jeszcze Księże Arcybiskupie ta linia komentarzy, chociażby tego, co dotyczy sprawy norweskiej. Mówienie o fundamentalizmie chrześcijańskim i tak dalej. Ja myślę że to jest taki kolejny wycinek pewnej układanki o szerszym kontekście, jak ksiądz arcybiskup wspomniał.

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Ojcze to jest prawda, że ilość tych komentarzy czy faktów skumulowana w krótkim czasie dodatkowo niepokoi, ponieważ gdy mówimy gdy czytamy, też słuchamy komentarzy dotyczących tych ataków terrorystycznych w Norwegii no to idą komentarze właśnie tego typu; skrajny konserwatysta, chrześcijański fundamentalista i to jest budzenie społecznych skojarzeń. Jeśli chrześcijanin, to znaczy ktoś niebezpieczny, a tutaj nawet w tej uchwale, w tej opinii też się mówi o agresji uczestników pielgrzymki. Sam zwrot "agresja uczestników pielgrzymki" to jest też obliczone na pewien efekt społeczny. Komuś widocznie zależy, żeby odebrać pokój między ludźmi. Tym bardziej z niepokojem, ale bardzo uważnie trzeba to obserwować i jeśli coś wymaga interwencji to interweniować, żeby ci którzy próbują w ten sposób prowadzić ludzkie myśli, wiedzieli, że ktoś też to widzi.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Księże Arcybiskupie, Radio Maryja jest rozgłośnią prowadzoną przez warszawską prowincję redemptorystów, więc zgromadzenie, które w Kościele jest po prostu obecne. Także i pielgrzymka i samo dzieło prowadzone jest przy współudziale Rady ds. Środków Przekazu przy Konferencji Episkopatu Polski. Dlaczego Radio Maryja stało się takim chłopcem do bicia, na które po prostu można, przepraszam za to określenie- napluć, skopać z każdej strony. I tak też pozostać bezkarnym zmieniając nawet język i z ofiary robić kata, a z kata ofiarę?

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Ojcze, tak naprawdę to pytanie należałoby skierować pod adresem tych, którzy to czynią. Natomiast z boku patrząc po pierwsze absolutnie potwierdzam, dlatego powiedziałem wcześniej, że to wydarzenie wpisuje się w ciąg dziesiątków tego typu wydarzeń na Jasnej Górze, które są stałym programem duszpasterskim Kościoła Katolickiego w Polsce. I ta pielgrzymka jest też pod patronatem Rady Do Spraw Środków Społecznego Przekazu i zarówno przewodniczenie jak i homilia zawsze, na ile wiem, jest uzgadniana z tym zespołem. Jest to więc pewien element programu duszpasterskiego też w Polsce i z tego się cieszymy i za to dziękujemy też ojcom, bo to dotyczy ogromnej rzeszy setek tysięcy wiernych. Natomiast w rzeczywistości, gdy chodzi o środowisko Radia Maryja szeroko rozumianego, ja tak słuchając tych komentarzy osób, które próbują krytykować, mam wrażenie, że najbardziej ich niepokoi to szczególne zatroskanie o Naród. To szczególne zatroskanie o Ojczyznę, o Polskę.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Oni to nazywają politykierstwem Księże Arcybiskupie

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Wiem, ale ja tutaj mówię o szczególnym zatroskaniu o Ojczyznę, o zatroskaniu o Polskę. Przecież chrześcijańska odpowiedzialność za sprawy świata w sposób oczywisty obejmuje również odpowiedzialność za Naród. Więcej, przecież pojęcie narodu, zjawisko narodu, jest też ujęte w planach Bożych. Skoro Pan Bóg pokazał niemal na oczach ludzi i sprawił, że to jest wpisane w księgi święte, że poprzez naród przygotował też dzieło swojego syna, (dzieło zbawcze) to oznacza, że naród jest zwyczajną drogą, zwyczajną formą realizacji pewnych Bożych dzieł. Także Polski Naród, nie jedynie polski naród, ale także Polski Naród. Wielokrotnie mówił też o tym błogosławiony Jan Paweł II, gdy pokazywał w jaki sposób opatrzność Boża działa w dziełach Polskiego Narodu, ale także działa poprzez dzieje Polskiego Narodu. To jest problem każdego pokolenia, czy będzie umiało rozpoznać Boże zamysły i je podjąć, czy rozpoznając Boże zamysły ich jednak nie chce podjąć albo nie ma siły podjąć, czy też nie rozpoznaje wręcz Bożych zamysłów.

Dzieje Polski pokazują, że ile razy pokolenie dane umiało rozpoznać Boże zamysły i miało siły, żeby je podjąć to Polska się rozwijała i było to też z korzyścią dla innych narodów. Ile razy jakieś pokolenie albo nie rozpoznało swojego czasu albo nie potrafiło podjąć tego zadania po Bożemu, tyle razy prowadziło to prędzej czy później do różnych kumulacji cierpień, niepokojów, wręcz nawet nienawiści. I to jest tylko ogromne pytanie do nas samych, które my sobie musimy stawiać i intencjach, w których się trzeba dużo modlić, żebyśmy my w naszym pokoleniu umieli też rozpoznać pewien Boży zamysł i żebyśmy mieli odwagę -rozpoznawszy- podjąć te dzieła. Po takich drogach właśnie prowadził nas też Jan Paweł II.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Księże Arcybiskupie, to może jeszcze jedno. Ponieważ też Ksiądz Arcybiskup wspomniał o homilii, o uzgadnianiu także z zespołem, z Radą do Spraw Środków Przekazu naszej pielgrzymki. W tym roku homilię głosił Ksiądz Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki, sekretarz Jana Pawła II, sekretarz Benedykta XVI, obecnie metropolita lwowski i również Księdzu Arcybiskupowi Mokrzyckiemu dostało się po tej pielgrzymce. I to też nie od człowieka " spod budki z piwem", ale od wicemarszałka sejmu Stefana Niesiołowskiego, który powiedział w TVN 24: "Taki biskup jest kompromitacją Kościoła, biskup który kłamie, który popiera coś takiego, jak działalność Rydzyka, popiera rozgłośnię która nie prowadzi żadnych zasad, standardów elementarnej przyzwoitości w dyskusji. Po co taki biskup jest potrzebny, niech sobie znajdzie inne zajęcie- ksiądz biskup Mokrzycki".

Chciałem zapytać Księdza Arcybiskupa, bo mówił Ksiądz Arcybiskup o takim wtargnięciu do Kościoła, o pewnej obawie, czy przypadkiem nie powinno być tak, że jakiś głos wierzących w Polsce, może także Episkopatu Polski (choćby w kontekście tej wypowiedzi) powinien być. Bo jest coś we mnie takiego, jak w młodym księdzu, że jak mi biją brata i plują na brata, to ja staję w obronie brata"?

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Ojcze redaktorze, z jednej strony bardzo poważne kwestie, a z drugiej strony trzeba zachować proporcję rzeczy. Nie chciałbym zatrzymywać się dłużej nad wypowiedziami pana posła Niesiołowskiego- wicemarszałka sejmu aktualnego, bo te wypowiedzi trzeba interpretować na tym poziomie, na jakim są wypowiadane. I tylko na takim poziomie, nie można dodawać im rangi przez podwyższenie tego poziomu. Natomiast samo to, że ktoś komentuje słowo mówione z ambony (zresztą nie pierwszy Pan marszałek Niesiołowski, obecnemu Panu prezydentowi też się to w pewnym momencie zdarzyło, jeszcze gdy nie był prezydentem), to myślę że mamy też do czynienia z pewnym nowym zjawiskiem ale to tylko świadczy, jak ambona jest ciągle uważnie słuchana. Myślę, że ambona jest warta odpowiedniego wykorzystania i to nie powinno wyhamowywać czy wystraszać tych, którzy na ambonie stają, a wręcz przeciwnie wiedząc, że jest ambona słuchana, żeby głosili prawdę Bożą.

o. Dariusz Drążek CSsR:

Bardzo dziękuję za rozmowę Ekscelencjo.

Ks. Abp Andrzej Dzięga

Ojcze redaktorze, niech was Bóg błogosławi. Szczęść wam Boże. Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus

o. Dariusz Drążek CSsR:

Na wieki wieków. Amen.

O to błogosławieństwo i o modlitwę bardzo prosimy.

A naszym gościem był ksiądz arcybiskup Andrzej Dzięga, przewodniczący Rady Prawnej w Konferencji Episkopatu Polski. I warto też dodać, że Ksiądz Arcybiskup jest profesorem doktorem habilitowanym prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w latach 1996- 1999 pełnił funkcję prodziekana wydziału Prawa Kanonicznego i Świeckiego KUL, a w 1999 roku został wybrany dziekanem wydziału Prawa Kanonicznego i Administracji Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Funkcję tę pełnił do października 2003 roku.

Polecamy